Żniwa 2018

Po raz pierwszy w moim życiu koszenie zboża skończyliśmy na początku sierpnia! Nadal pozostaję w stanie szoku i nie wiem co ze sobą zrobić 😉 Zawsze żniwa przedłużały się, przeciągały czasami aż do września. Tym razem było zupełnie inaczej, a to dzięki pogodzie i prawie bezawaryjnym przebiegiem koszenia. Za to z prasowaniem nie poszło już niestety tak gładko.


Tak jak każdego roku, na polu pojawiali się towarzysze żniwiarzy – bociany. Nie zważając na hałas, kurz ani bliskość ludzi, chodziły za kombajnem często natrafiając na jakiś smakowity kąsek. Mysz, konik polny lub inne biedne stworzonko. Jednego roku mój mąż i siostra byli świadkami jak bocian porwał się na zbyt duży kąsek, który stanął mu w gardle, a dokładniej w szyi! Na szczęście obyło się bez reanimacji i bocian jakoś to przełknął.
Bocianów w tym roku było jakby mniej, ale może tak mi się tylko wydaje… W zeszłym roku mąż jednego dnia naliczył ich aż 24 jednocześnie. Uznaję to za rekord, dlatego tegoroczne 7 sztuk wypada trochę blado… Pierwszy raz w tym roku zaobserwowałam, jak jeden bocian przegania drugiego z pola. Zawsze widziałam zgodne „towarzystwo”, które gromadnie, bez kłótni podążało za czerwonym kurzącym pojazdem. W tym roku żaden z bocianów na szczęście nie zginął na słupach wysokiego napięcia, co nie raz niestety się zdarzało.
Obserwowałam też próby uwicia gniazda przez bociany, co dziwne była ich trójka, a co jeszcze dziwniejsze zaczęły swoją pracę w lipcu. Jak można się łatwo domyśleć, nic z ich prób nie wyszło.

 

Wypadałoby wspomnieć coś o plonach, więc plony były słabsze niż w poprzednim roku. Tyle wiem 😉 

Dochodzę do wniosku, że słaba ze mnie gospodyni wiejska – w ogóle nie zajmuje mnie sprawa plonów, nigdy nie pamiętam, co gdzie jest posiane. Tylko tyle, żeby wiedzieć gdzie posiany jest jęczmień zimowy, który najpiękniej wygląda w wieńcach dożynkowych 🙂 Dożynek też jakoś specjalnie nie celebrujemy… może to i błąd. Może odpowiednio wyprawione dożynki zapewniają dorodne plony i łatwy zbiór w przyszłym roku? Może to świetna okazja do wyrażania wdzięczności za plony… Ale zawsze staram się zrobić mini-wieniec lub chociaż bukiet dożynkowy, tak symbolicznie.

Po koszeniu przychodzi czas na prasowanie. Niestety prasa odmówiła współpracy w tym roku i ciągle się psuła. Nie mam swojego udziału w prasowaniu, to już nie te czasy, gdy musiałam „pojeżdżać” przy zwożeniu słomy, a mama miała kilkanaście osób do wykarmienia podczas obiadów w żniwa. Jedynie gdy coś się popsuje, czasami muszę wsiąść w samochód i jechać po części…

Tak więc tegoroczne żniwa przebiegły dla mnie prawie niezauważalnie, bo co to jest te kilkanaście dni… 😉 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *